Obserwatorzy

wtorek, 30 lipca 2013

Chapter 57.

Czekały nas trzy całe godziny jazdy z Londynu do Liverpool. Nie mogliśmy lecieć samolotem, bo dbaliśmy o to by jak najmniejsza liczba osób dowiedziała się o tym gdzie jedziemy. Oczywiście wiemy że to się rozniesie, ale nie chcieliśmy podawać tego jak na tacy.
Wstaliśmy z trudem po 6.00 rano. Niall uszykował się szybciej, więc wyszedł z Whity a następnie zaczął pakować walizki do auta, prócz jednej mojej do której muszę włożyć jeszcze kilka rzeczy.
Stresowałam się tym. Wiedziałam że muszę jechać, ale taty nie widziałam ponad roku i nie miałam pojęcia jak zareaguje na to wszystko. Nigdy o to mamy nie pytałam, bo chyba nie chciałam wiedzieć, ale teraz już nie mogę dalej się ukrywać.
Założyłam nową sukienkę, by od początku zrobić jak najlepsze wrażenie. Ale jako moi rodzice zwracaliby uwagę dopiero wtedy gdybym chodziła po ulicy w bieliźnie.
Miałam też nadzieję że spotkam się tam ze starszym bratem Johny'em, który nie mieszka już z rodzicami, nie tak jak najmłodszy z nas Michael.
Z Johny'm zawsze toczyliśmy bójki - o wszystko, o pilot, choć mieliśmy trzy telewizory w domu, o to kto będzie siedział na przednim siedzeniu i przede wszystkim o łazienkę. Jest ode mnie starszy o cztery lata, dlatego w ostatnim czasie - nareszcie - wydoroślał. Ma narzeczoną i dobrą pracę.
Natomiast mój 16 letni brat Michael, nadal chodzi do szkoły. Z nim przeważnie żyłam w zgodzie, ale zdarzały się wyjątki. On jedyny z naszej trójki jeszcze mieszka z rodzicami i z tego co dowiedziałam się od mamy, od miesiąca ma dziewczynę.
Zawsze chciałam się wreszcie od nich uwolnić, cały czas na to czekałam. A teraz  bardzo cię cieszę że się z nimi zobaczę, bo w końcu jesteśmy rodzeństwem.
Gdy wszystko było gotowe, Whit siedziała w samochodzie, czas było tylko na mnie. Ostatni raz poprawiłam włosy.
-Pięknie wyglądasz. Wystarczy już - odezwał się Niall, który czekał na mnie w wejściu do pomieszczenia.
Wytknęłam mu język, bo nie znalazłam żadnej, satysfakcjonującej obrony. Oddałam mu ostatnią walizkę i wyszliśmy z domu.
-Twoi rodzice wiedzą że jedziemy do nich? - zapytał mnie Niall, gdy szliśmy do auta.
-No nie. Chciałam im zrobić niespodziankę, ale też dlatego żeby tata nie wziął sobie wolnego z pracy.
-Uff to lepiej.
Włożył do bagażnika ostatnią rzecz.
-Jedziemy na pięć dni, a ty bierzesz cztery walizki - zwrócił się do mnie.
-Jedna jest twoja, to zostają trzy. W najmniejszej są rzeczy Whit, dlatego moje są tylko dwie.
-Największe. Oj dobra, wsiadaj do środka bo nigdy nie wyjedziemy.
Na tylnym siedzeniu, Whity miała rozłożone swoje łóżko, a my z Niall'em siedzieliśmy z przodu. Może i samolotem byłoby szybciej i wygodniej, ale w aucie mieliśmy więcej swobody.
Mieliśmy dojechać w trzy godziny, jednakże stawając na trzech stacjach benzynowych, bo Niall zrobił się głodny, dodały nam do czasu dodatkową godzinę.
Gdy byliśmy w Liverpool, musieliśmy się spytać kilka razy o drogę, choć byliśmy tu już raz.
Ale znaleźliśmy dom rodziców. Nic od ostatniego czasu się nie zmienił. Furtka w kolorze brązu nadal była jak nowa. Powierzchnię parceli porastała jasno-zielona trawa, a po prawej stronie domu można było ujrzeć zaczątek bardzo bujnego ogrodu. Tak to zapamiętałam ostatnim razem, lecz teraz wymianie uległy tylko drzwi. Nie miały już brunatnego odcienia, ani nawet jednego zamku. Teraz wprawione były nawet w wyglądzie solidniejsze, czarne drzwi z trzema, złotymi zamkami. Byłoby to dziwne, gdybym nie wiedziała że moi rodzice mają bzika na punkcie bezpieczeństwa i każdy, najmniejszy szmer na podwórku w ciągu nocy, wywołuje atak paniki.
Wszystko co przywieźliśmy ze sobą, chwilowo zostawiliśmy w aucie, by się upewnić, czy aby na pewno trafiliśmy w porę. Wzięłam jedynie ze sobą Whity, która przekręcała główką na wszystkie strony, by obejrzeć miejsce w którym się znalazła.
Tym razem już Chaps nie powitał nas na podwórku, jakby przeczuwał że nie będzie jedynym psem. Niall nieco odetchnął wspominając ostatnie spotkanie z moim 8-letnim psem.
Nieśmiało zapukałam do drzwi, jednak Blondyn sądząc że nie będzie słychać, zadzwonił dzwonkiem. Po jakimś czasie ciszy, usłyszałam zbieganie po schodach i szczekanie Chapsa. Klucze otworzyły zamek i ukazał się Michael. Na początku był lekko zmieszany. Fakt, nie widział mnie dość długo. Nie mam już okularów, zaczęłam się malować i zmieniłam kolor włosów. Ponadto ubieram się inaczej, odważniej.
Dopiero gdy przyjrzał mi się bliżej, uśmiech zagościł na jego twarzy.
Prędko mnie przytulił i wpuścił nas do domu.
-Prawdopodobnie nie poznałbym cię na ulicy - oznajmił.
Zaśmiałam się krótko, ale nie odpowiedziałam na to.
-Gdzie są rodzice ?- zmieniłam temat.
-Stary jest w pracy, a...
-Tata w pracy, a mama? - poprawiłam go, podnosząc brew do góry. Nie miałam już wpływu na brata, ale nie mogłam się oprzeć, żeby go nie poprawić.
-Pojechała na zakupy i do Johny'ego. A wy tylko przejazdem, czy jak? - pierwszy raz zmierzył wzrokiem Niall'a.
-Ach tak, to jest Niall Horan, pewnie słyszałeś- zwróciłam się do brata - a to mój brat Michael, co już wiesz - to powiedziałam do Blondyna.
Podali sobie dłonie, jednak mój brat nadal pozostawał nie przekonany.
-Jeśli rodzice by pozwolili, to zostalibyśmy na kilka dni - kontynuowałam.
-Jasne że pozwolą.
Uśmiechnęłam się do niego. Zawsze był tak pozytywnie nastawiony, nawet gdy dwa lata temu miał nie zdać do następnej klasy, przez zachowanie, miał to w głębokim poszanowaniu. Czasem się mu to przydaje, bo zdał.
-Pójdę po walizki - odezwał się Niall.
-Michael ci pomoże - utkwiłam wzrok w 16-latku.
Wystawił mi język i poszedł za Blondynem, podczas gdy ja próbowałam oddzielić Chapsa i Whit, którzy najwyraźniej świetnie już się bawili.
Nie wiedząc nawet co powiedzą rodzice, Michael zaprowadził nas do mojego- niedoszłego- pokoju. Nie było w nim nic, poza pustych szafek i łóżka. Rodzice musieli sądzić, że nie przeżyję w Londynie sama kilku dni i zrobili ten pokój dla mnie, ale stało się inaczej.
Gdy Niall siedział w salonie z psami- z dziwnym zbiegiem okoliczności z oba maltańczykami, weszłam z Michael'em do jego pokoju. Mój młodszy brat był raczej podobny do mnie, niż do Johny'ego. Miał gdzieś opinię innych, nie robił rzeczy których nie lubił i przede wszystkim, kochał muzykę. W jego pokoju można było natknąć się na setki płyt, dwie gitary i porozrzucane po pokoju nuty i piosenki.
Chciał mnie wykorzystać. Sam był wokalistą w zespole z kolegami - Van Halen.
Dlatego wysługując się zdjęciem ze starszą siostrą, która ma jego bluzkę z logiem zespołu, chciał jakiegoś rozgłosu.
Zgodziłam się żeby mu pomóc. Okulary i sztuczne wąsy były tylko urozmaiceniem, ale to koszulki były głównym celem zdjęć.
Od razu wrzucił je na Twitter'a. Jednak zaraz po tym zbiegliśmy na dół, bo usłyszeliśmy samochód wjeżdżający na podjazd.
W głównym korytarzu został tylko Michael, ja stałam nieco dalej, a obok mnie Niall.
Drzwi się otworzyły, a następnie szedł już mój brat z dużymi torbami. Mrugnął do mnie, więc chwyciwszy Niall'a za rękę ruszyłam do niej.
-Hej mamuś! - przytuliłam ją, była zdezorientowana, ale odwzajemniła gest.
-Olivia, co ty tu robisz? Czemu nie powiedziałaś że przyjeżdżasz? - spytała gdy uściskała również Niall'a.
-Chciałam zrobić wam niespodziankę.
-I udała się. Zaraz zabiorę się za robienie ciasta.
-Nie trzeba.
Ale nie słuchała, już pobiegła do kuchni. Spojrzałam na Niall'a, uśmiechał się. Przytuliłam teraz jego, a on mnie pocałował.
-Jeszcze tylko tata - mruknęłam, po czym objął mnie ramieniem i poszliśmy do kuchni za moją rodzicielką.
-Może ci w czymś pomóc? - zapytałam, gdy krzątała się po kuchni.
-Oj nie trzeba, wyjdźcie na dwór, gdy ojciec wróci zawołam was... a kto to? - rozczulił ją widok maleńkiej Whity, bo przypomniała sobie czasy gdy jeszcze Chaps był mały.
-To jest Whity, jest nasza wspólna.
-Jaka śliczna. Zabierzcie psy i Michael'a na dwór. Może wreszcie oderwie się od internetu.
Podczas gdy Niall już był na zewnątrz, zabrałam brata z jego pokoju. Dużo protestował, ale wreszcie się zgodził. Ale gdy minęłam lusterko, stwierdziłam że nie mogę bawić się z psami w sukience. Michael powiedział że idą na boisko nieopodal.
Wzięłam szybko rzeczy z walizki i przebrałam się. Gdy wyszłam z domu nie miałam trudności ze znalezieniem ich. Na boisku było bardzo dużo osób, szczególnie chłopaków. Jak podeszłam do brata, jeden z nich zagwizdał. Widziałam grymas na twarzy Niall'a i żeby nie kłócić się z nikim, podszedł do mnie i namiętnie mnie pocałował, żeby wszyscy to widzieli. Po oddaleniu się ode mnie spojrzał jeszcze raz, po tamtej grupce chłopaków, do którym podszedł teraz Michael. Rozmawiali z nim spoglądając się tutaj.
Mój młodszy brat nie tylko dostarczył im informacji, kim jesteśmy i co tu robimy, ale także ustawił mecz, w którym Niall także miał brać udział. Nigdy nie widziałam żeby Blondyn grał w tenisa, ale od razu się zgodził. Usiadłam na trybunach, by czasem nie oberwać.
To był błąd owego 'gwizdającego' chłopaka. Niall okazał się świetnym graczem i dość szybko skończyli. Podniósł swoją koszulkę z ziemi i przewiesił ją sobie przez ramię. Następnie wziął piłeczkę i uśmiechając się wyzywająco, oddał im piłeczkę.
Nie mogłam się powstrzymać i pobiegłam do niego. Jednak zanim dałam mu jakąkolwiek 'nagrodę' podciągnęłam mu spodnie, które wyglądały jakby miały zaraz spaść. Dopiero po tym mogłam go pocałować, gdy zobaczyłam że Michael klepie go po ramieniu, wtedy się odsunęłam i skomentowałam to głośnym śmiechem.
Musieliśmy wracać do domu, bo przyjechał już tata. Zanim weszłam do środka wzięłam Whity na ręce, ale Niall zaraz ją ode mnie wziął, pewnie żebym miała wolne ręce. Znaleźliśmy się w środku zaraz za Michaelem. Ale to było niepotrzebne, bo mama powiedziała już że jestem ja. Czekał na mnie w korytarzu, z uśmiechem, który nie był przypisany do żadnej z emocji - może radość, a może był to kpiarski uśmieszek - nic nie dało się wyczytać.
Tak samo jak do rodzicielki, podeszłam do niego i mocno przytuliłam. Dopeiro wtedy mogłam zobaczyć jaki ten uśmiech był.
-Mam nadzieję że znów nie karzesz mi tyle czekać - tak, był to na pewno uśmiech szczęścia.
-Teraz już na pewno. I tak, tato, to jest Niall - wskazałam na Blondyna, ktory wypuścił już Whit.
-Miło mi - wyciągnął rękę.
-Mnie również - widać było że lekko się zasępił, ale zły nie był.
-To my wrócimy za chwilę - dodałam i wypchnęłam Niall'a przez boczne drzwi prowadzące do ogrodu. Whity i Chaps wybiegli za nami.
-Ładny kolor włosów - rzucił mój tata, gdy wychodziłam, kiwnęłam tylko głową, bo nie był to komplement, a raczej zaznaczenie, że wie że przefarbowałam włosy.
Usiadłam na trawie, a Blondyn poszedł w moje ślady. Niby od niechcenia drażniłam raz Whit potem Chaps'a i tak w kółko.
-Kiedy zamierzasz im powiedzieć? - zaczął po jakimś czasie.
-Jutro, dzisiaj nie będę psuć dnia.
Wyobraziłam sobie wzburzenie ojca i położyłam się na trawie, zakrywając twarz dłońmi. Jednak zaraz Niall mi je zdjął, co wywołało u mnie momentalnie uśmiech. Leżał obok mnie.
-Jakby co stanę w twojej obronie - zażartował.
-Spokojnie, chyba prócz małej kłótni, na temat tego że marnuję sobie życie, nic więcej nie będzie. Potem wytłumaczę im że na razie nie biorę ślubu i histeria minie.
Zmarszczył czoło i wstał, po czym wyciągnął ręce, żeby mi pomóc.
-Jakoś to będzie. Potem zostanie powiedzieć jeszcze moim rodzicom.
Westchnęłam teatralnie i poszliśmy razem do domu. Mama właśnie podawała do stołu. Usiadłam obok niej, a Niall'owi trafiło się miejsce na przeciwko taty, który cały czas spoglądał na niego. Skończyliśmy jak najszybciej. Wzięłam Whity i poszliśmy do pokoju u góry.
Na łóżku leżały już świeże ręczniki, przyniesione pewnie przez mamę. Jednak gdy usiadłam na fotelu nie miałam już ochoty się podnosić. Pomógł mi Niall, który jednym ruchem mnie postawił na nogi i przyciągnął do siebie.
-Ciężki dzień? - zapytał, ale było to bardziej pytanie retoryczne.
-Bardzo - odpowiedziałam, opierając czoło o jego ramie.
-Prysznic?
Niechętnie, ale sięgnęłam po ręczniki, dając mu do zrozumienia, że zgadzam się.
Zmęczenie dawało się we znaki, więc w kabinie prysznicowej, ledwo opierałam się o Niall'a. Gdy wróciliśmy do pokoju, zobaczyłam pierwszy raz nieduże pudło pod biurkiem. Zrzuciłam ręcznik z włosów i z zaciekawieniem je podniosłam. Przegrzebałam jego zawartość, były tu tylko moje stare rzeczy, których nie zabrałam.
Jednakże Niall'a zaciekawiło kilka drobiazgów.
-Harry Potter? - zapytał, biorąc do ręki książkę.
-Każdą książkę przeczytałam po siedem razy - oświadczyłam z dumą, co wywołało u niego śmiech.
-A to? - wyjął moje zdjęcie z rodzinnych wakacji, gdzie wszyscy byliśmy ubrani tak samo.
-Najgorsze wakacje jakie miałam. Ludzie patrzyli się na nas jak na dziwaków, a ja nie mogłam założyć nic innego.
Teraz już zaczął trząść się ze śmiechu. Znalazł też kilka płyt, filmów i album ze zdjęciami, który oglądałam, gdy leżeliśmy w łóżku.
Od jakiegoś czasu przyglądał mi się, a ja udawałam że tego nie widzę. Musiałam spojrzeć wtedy, gdy zabrał mi album.
-Jak myślisz, twoi rodzice już śpią? - zapytał przeczesując mi włosy, palcami.
-Może.
-A ściany są grube.
-Może.
Uśmiechnął się słysząc moją lekceważące odpowiedzi, ale o to mi chodziło.
-A co cię to tak interesuje? - teraz to było moje pytanie, jakbym nie wiedziała po co się tak pyta.
Nie opowiedział, tylko zajął się całowaniem mojej szyi.

-------------------------------------
Nie wiem jak skomentować rozdział. Najlepiej zrobię jak dam to dla waszej interpretacji. :)) Następny gdy będzie 10-12 komentarzy!

Zapraszam również na mój drugi blog : Trying Not To Love You :**

11 komentarzy:

  1. Świetny!
    Odetchnęłam z ulgą gdy ojciec Olivi nie miał nic przeciwko Niallerowi :)
    Zapraszam do mnie na nowy rozdział :)
    http://he-is-just-a-friend.blogspot.nl/2013/07/17.html
    Pozdrawiam Vicky :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :)
    Fajnie ci wyszedł ten rozdział :D
    Czekam na nexta :3

    Zapraszam do czytania : http://beyourself6969.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. hej przepraszam za spam :(
    ale chciałam cię serdecznie zaprosić na nowy rozdział mojego bloga

    http://icouldnothaveloveyoumorethannow.blogspot.com/

    Czytałaś go bo pozostawiłaś komentarz. Przerwałam pisanie ale wróciłam i gorąco zapraszam ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. jaki słodki *.*
    jeden z najlepszych rozdziałów i jak zwykle ta końcówka !
    mam nadzieję, że rodzice Olivii nie będą źli o ich zaręczyny :)
    czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  5. boski boski boski !!! genialny i wgl :**

    @Arri_g

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny *_*
    Omomom już się nie mogę doczekać następnego rozdziału :)
    Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze :)

    Na http://darkhopeofloveandpain.blogspot.com/ pojawił się nowy rozdział zapraszam ;****

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne! Świetne! Świetne! Najbardziej podoba mi się końcówka <3


    zajrzysz? skomentujesz? two-facess.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ważna sprawa ! Mój blog zostaje przeniesiony pod nowy adres ! : http://be-your-self-6969.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. szkoda, że nie ma już zdjęć :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Od razu na samym początku bardzo cię przepraszam, że nie skomentowałam poprzednich rozdziałów, ale dość długo mnie nie było, do tego choroba mnie przytłoczyła... Heh... No ale już wszystko co ominęłam to nadrobiłam i jestem na bieżąco :D
    Super, że się wszystko tak potoczyło. I to jak ojciec Olivii tak przyglądał się Niallowi xD Hahaha :D I mam tylko nadzieję, że jej rodzice nie będą źli jak się dowiedzą o zaręczynach... :)
    Czekam już nn :*
    Weny <3

    onewayoranother-one-direction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń