Obserwatorzy

czwartek, 6 lutego 2014

Chapter 69.

Chociaż sama tego nie koordynowałam ani nie wnikałam w postępowania przygotowań wesela, wszystko było dokładnie zaplanowane i z tą samą starannością wykonane. Przejście z ceremonii zaślubin do wesela było moim zdaniem płynne i zorganizowane. Goście w swych autach utworzyli długi, lecz zgrabny korowód, składający się z najróżniejszych marek i kolorów samochodów, a na samym początku była nasza limuzyna. Tylko ja i Niall, no i Harry z Gemmą. Tak, to ją wybrałam na świadkową, bo nie brała udziału w tych głupich zawodach. Sam, Alexis, Perrie, Dan, El, Sophie, wszystkie miały nieukrytą chęć na to miejsce, a Gemma nie i właśnie dlatego jej to zaproponowałam, lecz pomógł mi w tej decyzji jej brat.
Jechaliśmy w eskorcie policji, więc dzięki temu, w mieście nie utworzyły się gigantyczne korki. Gdy wjeżdżaliśmy na teren posesji na której miało odbyć się wesele, widziałam jak białe girlandy jarzą się w świetle lampek na drzewach i jak około dziesięć tysięcy kwiatów, tworzących zapierający dech w piersiach dywan rozłożony na całym terenie wokół, delikatnie podnosi się i opada z pomocą jesiennego wiatru.
Ceremonia i podróż tutaj zabrały dokładnie tyle czasu, aby słońce zdążyło schować się za czubkami drzew rosnących wokół, powoli zapadał zmierzch, ale niezbędnym pośrednikiem w tym procesie była nadchodząca zima, już teraz robiło się wcześnie ciemno.
Wewnątrz domu osadzonego w samym centrum terenu wykarczowanego również w środku lasu, znajdowała się ogromna sala, która miała być miejscem wesela, gdyby było ciepło na pewno zostalibyśmy na zewnątrz. Po jakimś czasie, gdy przy wejściu formował się wielki stos prezentów, tłum rozpierzchł się po sali, tworząc niewielkie grupki. Nadszedł czas na rozmowy i zabawę. Wszyscy chcieli uciąć sobie z nami pogawędkę, chociaż dopiero co składali nam życzenia. Nie było to dziwne, że Harry rozpoczął kolejkę. Razem z Gemmą wepchali się przed pozostałymi, to co mówił nie było do końca na serio, ale Gemma doprowadziła brata do porządku i powiedział kilka sensownych zdań. Następni  w kolejce byli moi rodzice, a za nimi rodzice Niall'a i jego brat Greg z żoną. Nasze mamy ledwo co mówiły, bo płacz im  w tym przeszkadzał, odeszły razem dalej szlochając, nasi ojcowie również oddalili się razem, szukając pewnie czegoś by razem się napić.
Nadal dziwnie się czułam w tej sukni. Sądziłam iż wielka, rozłożysta suknia mi się tak podoba, to i będę szczęśliwa nosząc ją. Teraz wybrałabym taką, która nie zajmuje miejsca trzech osób, ale mam nadzieję, że nie będę musiała ponownie kupować sukni ślubnej.
Ucieszyłam się na widok Michael'a. Ostatnim razem gdy się widzieliśmy, bardzo się pokłóciliśmy i nie zanosiło się na to by łatwo mi wybaczył, a tu proszę: stoi uśmiechnięty, jak gdyby nigdy nic, jednak śluby wszystkich jednoczą.
Prócz Sam i Alexis nie zaprosiłam nikogo więcej ze szkoły, nie przepadałam za pozostałymi, ale i źle wspominam liceum, dlatego nie chciałam powracać do tamtych czasów.
Same życzenia zajęły nam dużo czasu, bo musieliśmy choć chwilę porozmawiać z trzema setkami ludzi, tak około, gdyż kilkanaście osób nie mogło przyjść, a niektórzy byli tylko na ceremonii kościelnej.
Wesele przebiegało według tradycyjnego scenariusza. Kiedy kroiliśmy nasz efektowny tort, oślepiły mnie flesze, ale to dlatego że ktoś specjalnie próbował wywołać u mnie chwilowy zanik wzroku, byłam prawie pewna że to Louis ( tak na marginesie tort, był moim zdaniem, zbyt duży, pomimo dużej liczby gości i tak sporo zostało, tort był mojej wysokości, ale pięć razy szerszy).
Przez te wszystkie tradycje całkowicie zmieniłam swoje nastawienie. Co rusz płonęłam rumieńcem i już na pewno nigdy nie będę pragnęła być w centrum uwagi jak dotychczas. Na początku musieliśmy nakarmić się tortem nawzajem, co było swoją drogą niezwykle stresujące, bo wiedziałam że wszyscy się patrzą jak jem. Rzucając bukietem wykazałam się niespotykaną u siebie zręcznością, a wiązanka trafiła prosto w ręce zaskoczonej Eleanor. Chyba nigdy nie zapomnę miny Lou, gdy to zobaczył, jego twarz mówiła: nie chodzi tu o mnie, ja nie zamierzam ci się oświadczyć! Dobrze widziałam, że po tym Louis poszedł się napić.
Przed zdejmowaniem podwiązki zsunęłam ją dyskretnie niemal do łydki, ale kiedy Niall usuwał ją, jak należało zębami i tak zrobiłam się koloru dorodnego pomidora, a połowa gości - szczególnie Lou, Harry i Liam- miała ubaw po pachy. Wynurzywszy się spod mojej sukienki, Niall mrugnął do mnie porozumiewawczo po czym wycelował swoją zdobycz w środek twarzy Harry'ego.
Nadszedł czas na pierwszy taniec wieczoru, zgodnie ze zwyczajem, w wykonaniu pary młodej. To był jedyny punkt wesela, gdy weszłam na parkiet bez oporów, nie mogąc się doczekać kiedy znowu znajdę się w objęciach Niall'a. Prowadził mnie tak pewnie, że niczym nie musiałam się przejmować - wirowaliśmy wdzięcznie w błyskach fleszy i poświacie rzucanej przez baldachim choinowych lampek nad nami.
-Czy dobrze się pani bawi, pani Horan?- szepnął mi do ucha.
Zaśmiałam się.
-Trochę potrwa, zanim się przyzwyczaję.
-Mamy czas- przypomniał mi przepełnionym radością głosem, po czym pocałował mnie, nie przerywając tańca. Zaczęto nam robić jeszcze więcej zdjęć niż przedtem.
Muzyka zmieniła się i tata poklepał Niall'a po ramieniu. Z nim tańczyć nie było mi już tak łatwo - to po tacie moi bracia odziedziczyli brak zdolności w tej dziedzinie. Poruszaliśmy się więc po parkiecie ostrożnie, cały czas musiałam go prowadzić. Niall i jego mama, kręcili się tymczasem niedaleko o wiele zgrabniej.
Zatańczyłam chyba ze wszystkimi, z niektórymi nawet kilkadziesiąt sekund, ale i tak się liczyło. Miło było widzieć te osoby z którymi nie widziałam się szmat czasu, ale tak naprawdę zależało mi tylko na przebywaniu z Niall'em. Szczerze się ucieszyłam, kiedy w pierwszej minucie kolejnego tańca, przeprosił mojego partnera i porwał mnie w swoje ramiona.
-Nadal nie lubisz Jorge?- skomentowałam, kiedy znaleźliśmy się od niego w takiej odległości, że nie mógł już nas podsłuchać.
-Nie przepadam za nim, bo widzę jak na ciebie patrzy. Ma szczęście, że nie wyrzuciłem go z wesela, albo że nie potraktowałem go jeszcze gorzej.
-Tak już ci wierzę, pewnie normalnie się patrzy.
-Czy w ciągu ostatnich kilku godzin widziałaś swoje odbicie?
-Ehm... nie, a bo co?
-W takim razie podejrzewam, że nie zdajesz sobie sprawy jak niezwykle atrakcyjnie się dzisiaj prezentujesz. Wcale się nie dziwię, że Jorge nie mógł się powstrzymać, chociaż jesteś już mężatką. Mam żal do Gemmy, że nie zmusiła cię do przejrzenia się w lustrze.
-Nie miałam na to czasu, ale wiesz co? Przesadzasz, bo jesteś zaślepiony.
Westchnął. Zatrzymał się i odwrócił mnie twarzą w stronę zewnętrznych drzwi. W zajmującą całą powierzchnię ściany szybach odbijali się tańczący goście. Niall wskazał na parę dokładnie naprzeciwko nas.
-Zaślepiony mówisz?
U boku jego sobowtóra stała ciemnowłosa piękność. Miała oliwkową cerę bez jednej skazy i błyszczące z podekscytowania oczy obramowane wachlarzami czarnych rzęs. Biała kreacja, którą miała na sobie przypominała odwrócony pąk róży. Gdy tak się przyglądałam nieznajomej zaczęłam rozpoznawać w niej samą siebie. Nie wiedziałam z czego wynika ta zmiana. Moja wysoka samoocena pozwalała mi całe życie sądzić, że jestem ładniejsza od pozostałych dziewczyn i nie ważne czy była to prawda. A teraz nie był to na pewno wynik mojego samodzielnego, wygórowanego osądu. Doszłam do wniosku, że to głównie przez mój nowy makijaż wyglądam inaczej, lepiej. Praktycznie to tego makijażu nie było. Zawsze nakładałam na siebie jak najwięcej, oczy i usta pomalowane na ciemno, a teraz było odwrotnie, a efekt o wiele bardziej mi się spodobał. Zanim zdążyłam nacieszyć się swoim widokiem, Niall przyciągnął mnie do siebie do siebie. Przy nim zapominałam o bożym świecie, na ziemię sprowadził mnie głos Gemmy.
-Oliv, czas się przebrać.
Czy naprawdę nie mogła poczekać? Niall zignorował siostrę najlepszego kumpla i naparł na moje wargi z jeszcze większą energią, serce waliło mi jak oszalałe, bo ledwo dążyłam z łapaniem oddechu. Nigdy nie całował mnie tak przy ludziach. Odsunął się ode mnie tylko na ułamek sekundy.
-Sio!- mruknął i wrócił do przerwanej czynności.
-Oliv, chcesz polecieć w sukni ślubnej?
Puściłam jej pytanie mimo uszu, zresztą było mi wszystko jedno.
Gemma jęknęła cicho.
-Powiem jej dokąd ją zabierasz- zagroziła Niall'owi.
Zamarł na moment, a potem spiorunował ją wzrokiem.
-Idziemy- zakomenderowała biorąc mnie za rękę.
Ciągnęła mnie cierpliwie za sobą, a kilkoro gości zachichotało. Poddałam się by nie robić przedstawienia. Weszłyśmy do jednego z licznych pokoi w tym domu. W środku czekały już Perrie, Danielle, Sam i Alexis. Po Sophie nie spodziewałam się że ciut bardziej się zainteresuje i miałam rację. A co do Gemmy, zaczęłam spędzać z nią dużo czasu 2 miesiące temu, głównie przez ślub, pomagała także kupić Hazzie garnitur.
Gdy byłam w stroju na podróż wszystko poszło bardzo sprawnie. Razem z Niall'em, który również przebrał się w czarne spodnie, biały t-shirt i brązową kurtkę, wyszliśmy z domu, a goście podążyli za nami. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i wsiedliśmy w samochód, który mieliśmy zostawić na lotnisku, stamtąd miał go ktoś odebrać.
Do samego końca nie dowiedziałam się gdzie lecimy, a utrudniał mi w tym prywatny samolot, gdybyśmy lecieli normalnym, dowiedziałabym się jakie miejsce jest naszym celem. Jednak samo miasto nie było takie ważne, tylko to, że mieliśmy być tam razem.

 ------------------------

Przepraszam, że nie dodałam wcześniej, ale i tak jest przed czasem, bo zamierzałam zamieścić tu post w sobotę, tak więc, następny - ostatni pojawi się gdy będzie tu 20 komentarzy <3
Pierwsza wiadomość poza, to polecam blog mojej przyjaciółki http://storyofmyxxlife.blogspot.com/
Następny news to nowy blog, już go założyłam, ale kompletnie nic na nim nie ma. Gdy dodam tutaj 70 rozdział, odpocznę od pisana na miesiąc, a wraz z marcem zabiorę się do pisana na nowo. Napiszę jeszcze tutaj informację o nowym opowiadaniu, mam nadzieję że będziecie czytać <3
Jeśli macie jakieś pytania, pisać na tt @oliviaxxbling.

22 komentarze:

  1. Rozdział świetny,no z resztą jak zawsze :D Zapraszam http://you-is-angle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. już jestem pewna, że będe ryczeć przy ostatnim rozdziale ! ten jest cudowny !
    i proszę Cię po zakończeniu nie usuwaj tego bloga bo na pewno kiedyś przeczytam to jeszcze raz i jeszcze raz się rozpłaczę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny rozdzial *.* Juz niedlugo ostatni :( Ale ciesze sie ze bedziesz pisac nastepne opowiadanie :) Czekam na nexta ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. A co z tym blogiem o Harry'm i Rose? Czytałam go i był całkiem fajny i naprawdę trochę mi przykro, ze nie będziesz go kontynuować :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć że zmieniam się w zależności od pogody... Cały czas zmieniam pomysły, a tamten dawno uleciał, także przykro mi. Ale następny po tym będzie pewny na 99.9% i nie zrezygnuje z niego.

      Usuń
  5. Jak zawsze świetny :D
    czekam na next, dodawaj jak najszybciej

    Nowy rozdział więc zapraszam do komentowania i obserwowania: http://one-direction-lose-my-mind.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. bosko, czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham jak piszesz . <3 Czekam na nexta . <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeeeej świetny i nareszcie ślub!!!!! :DD

    OdpowiedzUsuń
  9. trochę szkoda, że juz ostatni :[ ale ten piękny ;')

    OdpowiedzUsuń
  10. zajebisty rozdział szkoda tylko, że to już koniec bloga *_*

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo dobry rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  12. jak zawsze wspaniały! :>

    OdpowiedzUsuń
  13. rozdział genialny czekam na ostatni : )

    OdpowiedzUsuń
  14. nie ma słów, żeby go opisać ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  15. jest już 20 komentarzy :D

    OdpowiedzUsuń